piątek, 25 lipca 2014

miłość

nie jest przynależna prawem
rodzi się albo roni samoistnie

nie spieszmy się kochać

słowa ważą tyle ile potrafisz udźwignąć

a wybaczanie ma granicę

nienaruszalnej wrażliwości na ból

wtorek, 22 lipca 2014

gniazdo

znowu mnie rozczarowuje i zniechęca
chociaż to trzeci raz
a do niego ponoć sztuka

chyba się nie zadomowię
nie zdążę

mówią że potrzeba pięciu lat
na oswojone pająki w kątach

z wysokiego brzegu patrzę na wirujący Bug
można skoczyć głęboko odetchnąć
i broń boże

nie rodzić się ponownie

poniedziałek, 21 lipca 2014

zawsze jeszcze zdążę nie być

a teraz chcę dalszego ciągu
mimo że kurestwo mnie brzydzi

chwilami mam nadzieję że dostanę imię jak kotka na dachu
wyciągnę się namiętnie rozpłaszczę czujna i bez majtek

stoczę w rozdziawioną mordę lubieżności
zwaną dobrym towarzystwem

będę sobą tobą kim chcesz

(Jezusowi wizerunek dała mirra)

póki co
jestem nipem i peselem
zwykłym numerem w kolejce

do jaśnie pseudoczłowieczeństwa


sobota, 19 lipca 2014

czasami mam wrażenie, że jestem tu, na Ziemi, przypadkiem, przez pomyłkę Boga, losu, jakiejś siły sprawczej? bez znaczenia. jestem niedopasowana i przedczasowa albo ponad...i zawsze będzie mi...może nie źle, ale niedostatecznie

środa, 16 lipca 2014

co zrobisz gdy stanę przed tobą naga


w kuszących tiulach udających skromność
rumieńcach

czy wyciągniesz ręce do objęć
roznamiętnisz obietnicą
oblizując spierzchnięte wargi

czy bez drżenia odsuniesz oswojone ciało
dobrze znane liniom papilarnym
ust pęknięciom

tak czy siak założę
czarne dessous najwyżej

nie dla twoich oczu


kiedy przyjdę do ciebie


cieniem na czole położę smutek

odgarnij z oczu niecierpliwość
wytrzymaj słoną jesienność kosmyków na ustach

wielka miłość nie jest moją mocną stroną
z niewiedzy czy strachu

umiem kochać tylko codziennie


chciałam się oswoić z ciszą zanikającego pulsu


gdy ty wtulając się w odwieczną tajemnicę z godnością
bez płaczliwych szeptów i bez odwracania

z pokorą indyjskiego słonia wchodziłaś tam
jak do siebie
jak do dawno wyczekiwanego miejsca

a jednak i pomimo


trochę  zapadłam się w twoją śmierć

wtorek, 15 lipca 2014

muszę się spieszyć tej nocy


i  zasnąć choć na chwilę

powieki odczerwienić
przysposobić do pokazania

ból znieczulić w miękkim niebycie pobyć

muszę zdążyć
przypudrować wszystkie blizny

przed świtem
znowu koszmar

bezlitośnie grzebie pazurami w ochłapach duszy
bije w bębny na alarm
melancholia

odbijająca się od zimnych ścian cisza
aż jęczy

bezsensem nadchodzącego dnia